Absurdy politycznej poprawności
Mirosław Wilewski
06/08/2008
Za publiczne użycie słowa 'czarnuch' już teraz można trafić do więzienia. Czy niedługo taka sama kara będzie grozić tym, którzy na patologicznie otyłego bachora powiedzą 'grubas'?
Zgodnie z angielskim prawem, rodzice nie mogą strzelić pasem w tyłek pijanego, naćpanego i agresywnego 12-latka, który terroryzuje otoczenie. Z drugiej strony - matka, ktora na cały dzień zostawia 5-letnie dziecko przed telewizorem z paczką pączków i chipsów w ręce, jest usprawiedliwiana, jako 'kochająca' oraz 'ta, która chce dobrze dla swojego dziecka'. Genialni lekarze w UK zalecają matkom 2-latków zabieranie ich na obiadki do McDonald'a (słyszałem na własne uszy!). Tymczasem - zgodnie z triumfującą w anglosaskim raju 'polityczną poprawnością' - słowo 'otyły' (ang.: obese) znalazło się na liście słów zakazanych w angielskich szkołach. Teraz wobec dziecka o współczynniku masy ciała powyżej 30 będzie używane określenie 'z dużą nadwagą' (ang.: very overweight).
Tak zwana 'polityczna poprawność' w codziennym życiu zaczyna przybierać formy iście absurdalne. Już niedługo nie będziemy mogli używać słów: 'dziecko', 'kobieta', 'głupek' czy 'brzydal'. Zamiast nich wejdą w oficjalny obieg: 'młodsza osoba', 'człowiek płci żeńskiej', 'mężczyzna o inteligencji nie przekraczającej średniej krajowej' oraz 'persona niezbyt wybitna estetycznie'.
Rzadko się zdarza, aby u władzy (szczególnie tej wymyślającej podobne kretynizmy legislacyjne i sztuczne manipulacje w języku) znajdowały się 'osoby o inteligencji przekraczającej średnią krajową'. Powiem wprost, narażając się na przeróżne inwektywy: inicjatorzy podobnych regulacji prawnych zostali prawdopodobnie wybrani na swoje stanowiska przez takich samych idiotów, jak oni sami. Z pewnością są wśród nich także: debile, blondynki, niedorozwinięci, tłuściochy, paszczury, pryszczaci, rudzielce, kmioty, cholerni marsjanie oraz inne kontynentalne robactwo zabierające rzekomo pracę miejscowym czwororęcznym menelom.
A teraz pytanie: czy komukolwiek coś ubyło z powodu użytych powyżej, niewinnych i jakże naturalnie zakorzenionych w języku określeń? Nie dajmy się zwariować! Zamiast ścigania zwykłych ludzi za głupoty, polecałbym raczej więcej dystansu do samych siebie oraz... duuużo oczyszczającego humoru! I chociaż odrobinę SZCZEREJ życzliwości...
Polityczna poprawność jeszcze nigdzie nie przyniosła pozytywnych efektów. Zakazywanie używania jakichkolwiek słów to najzwyklejsza cenzura, prowadząca do powstawania frustracji i kompleksów społecznych. A rudzielec oburzający się za nazwanie go, dajmy na to, rudzielcem jest po prostu śmieszny.
Jak pisał klasyk: 'prawdziwa cnota krytyk się nie boi'. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Grubas, dopóki się nie odchudzi, niech dalej będzie 'grubasem'. Rudy, jak mu się nie podoba, niech się przefarbuje. A idiota zawsze pozostanie idiotą - choćbyśmy musieli mu głośno wmawiać, że jest geniuszem. I żadne regulacje prawne tego nie zmienią.