Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2009
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
Anglia naszym przyjacielem jest...
Mirosław Wilewski
31/08/2009

Kiedy były dowódca bazy nuklearnej w Plymouth dowiedział się, że w naszym mieście mieszka aż tylu Polaków, stwierdził lakonicznie:
„- Polacy są OK, pomogli nam podczas wojny." Otóż śmiem twierdzić, że wcale im nie pomogliśmy. Uratowaliśmy im tyłki. Gdyby nie Polskie Siły Powietrzne w Wielkiej Brytanii, teraz cała Europa mówiłaby po niemiecku, a dzieci w angielskich szkołach pozdrawiałyby się „heil Hitler" - jak książę Harry na pijackiej imprezie.

Po kampanii wrześniowej oraz szybkim upadku Francji wielu polskich doświadczonych pilotów znalazło się w Anglii. Stało się tak na mocy umowy alianckiej z marca 1939 roku. Gdy w 1940 brytyjskie patałachy wykonywały już loty bojowe, zaprawieni w walkach powietrznych Polacy zostali łaskawie skierowani na
„szkolenie". Kiedy 30 sierpnia Luftwaffe rozpoczęła zmasowany nalot na Londyn, Dywizjon 303 odbywał kolejny „lot treningowy". Ówczesny dowódca jednostki - Ronald Kellet - nakazał samolotom powrót do bazy. Niestety - Polacy zauważyli nadlatujących Niemców, zignorowali rozkaz i… rozpieprzyli niemieckie skrzydło w cholerę, a porucznik Paszkiewicz zestrzelił pierwszego messerschmitt'a nad Anglią. Dywizjon został natychmiast uznany za „operacyjny", a następnego dnia jego piloci strącili kolejne pięć niemieckich maszyn. Bez strat własnych.

W Bitwie o Anglię brały udział dwa słynne polskie dywizjony 302 i 303 oraz 81 polskich pilotów w dywizjonach brytyjskich. Razem około 140 pilotów. Asami byli lotnicy z dywizjonu 303. Tylko oni (dywizjon to 12 samolotów) jedynie we wrześniu 1940 roku strącili 108 maszyn nieprzyjaciela. Nikt inny nie był w stanie osiągnąć nawet porównywalnego wyniku. Dowódcy brytyjscy stwierdzili (ta opinia pada nawet w słynnym filmie
„Bitwa o Anglię"), że gdyby nie polscy piloci, Wielka Brytania przegrałaby wojnę z Niemcami.

Polska armia stanowiła czwartą siłę Aliantów w II Wojnie Światowej
- dużo większą, niż np. armia francuska. Jak Anglicy podziękowali Polakom za uratowanie Wielkiej Brytanii? Sześć lat później, 15 czerwca 1946 roku, w Londynie odbyła się parada zwycięstwa. Byli na niej nawet przedstawiciele efemerycznych, nic nieznaczących państewek, które wystawiły armie w sile 2-10 żołnierzy. A Polacy byli tylko widzami. Do uczestnictwa w defiladzie zaproszenia nie dostaliśmy. Rząd brytyjski nie chciał drażnić Stalina, który ciężką łapę położył na Polsce.

Każdy rozsądnie myślący oraz średnio wykształcony człowiek wie, że Stalin był takim samym zboczonym bandytą, jak Hitler. Zresztą
- zamordował kilkakrotnie więcej ludzi, niż jego niemiecki kumpel. Jednakże nie przeszkodziło to brytyjskiemu bohaterowi - Winstonowi Churchillowi - paktować z tym zbrodniarzem oraz sprzedać Polskę (najbliższego i najwierniejszego Alianta) za cenę świętego spokoju dla Brytanii. Ocenę tego faktu pozostawiamy Czytelnikom.

Podczas konferencji w Jałcie ważyły się losy Polski. Pomimo danych wcześniej Polsce gwarancji przez premierów brytyjskich (słowo lorda Churchilla oraz wcześniej
- lorda Chamberlaine'a), Anglia zdecydowała o oddaniu Związkowi Sowieckiemu przez Polskę jednej trzeciej jej terytorium. Jednakże według ubóstwianego przez Anglików Churchilla powojenna Polska miała istnieć jedynie dla zabezpieczenia zachodnich granic ZSRR. Generał Władysław Anders w książce „Bez ostatniego rozdziału" dokładnie opisał zdradę Polski przez Wielką Brytanię. Oto końcowy dialog:
Churchill:
-
„Pan nie jest zadowolony z konferencji jałtańskiej."
Anders:
- „Ma
ło powiedzieć, że nie jestem zadowolony. Uważam, że stało się wielkie nieszczęście. Na takie załatwienie sprawy naród polski nie zasłużył i my, walczący tutaj, nie mogliśmy tego oczekiwać. Polska pierwsza krwawiła w tej wojnie i poniosła ogromne straty. Była sojuszniczką Wielkiej Brytanii od początku i w najcięższych dla niej chwilach. Na obczyźnie zdobyliśmy się na największy wysiłek, na jaki stać było żołnierza, w powietrzu, na morzu i lądzie. W Kraju zorganizowaliśmy największy podziemny ruch oporu przeciw Niemcom. Żołnierz walczył o Polskę, walczył o wolność swego narodu. Co dzisiaj my, dowódcy, mamy powiedzieć żołnierzowi? Rosja sowiecka, która do r. 1941 była w ścisłym sojuszu z Niemcami, zabiera nam obecnie połowę naszego terytorium, a w pozostałej części Polski chce ustanowić swoje rządy. Wiemy z doświadczenia, do czego to zmierza".
Typowa by
ła gwałtowna odpowiedź Churchill'a:
- „Mamy dzisiaj dosy
ć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich..."

To wszystko sta
ło się (i w pewnym sensie, aczkolwiek w zmienionej formie, dzieje się nadal) przy jednogłośnym poklasku społeczeństwa brytyjskiego - tego samego, wśród którego z trudem próbujemy teraz egzystować, pracując poniżej swoich kwalifikacji i za zaniżone stawki, wysłuchując pouczeń i obelg od miejscowych idiotów, płacąc jednocześnie horrendalnie wysokie podatki na ich nierobów! Widać to w obliczu tzw. „kryzysu": już nie potrzebują polskich sprzątaczy, bo paru leniwych Anglików straciło ciepłe posadki, więc chętnie zajmą ich miejsca

Czy kto
ś jeszcze ma wątpliwości? Czy jest ktokolwiek, kto chciałby powierzyć swoją pracę, rodzinę i dzieci (szczególnie posyłając je do tutejszych szkół) zdrajcom? To kwestia oceny angielskiej mentalności. Pozostawiam ją Czytelnikom


Bibliografia: na
życzenie / References: on request