Co gryzie polskiego dentystę?
20/09/2009
Kiedyś na Zachodzie straszono polskim hydraulikiem. Teraz coraz liczniejszą polską grupą zawodową w Wielkiej Brytanii są lekarze. Z doktorem Rafałem Topolskim, stomatologiem prowadzącym klinikę Smile Care w Plymouth, rozmawia Mirosław Wilewski.
- Dlaczego przyjechał pan do Anglii?
- Przez przypadek. Właśnie otwierałem własny gabinet w Poznaniu, kiedy w prasie branżowej przeczytałem ogłoszenia firm zatrudniających lekarzy w UK. Odpowiedziałem i od razu znalazłem pracę w Norwich. To była wielka korporacja mająca gabinety w całym kraju. Niestety, jak to w korporacji - człowiek (a dentysta też człowiek) najmniej się liczy. Już w okresie pracy dla tej korporacji przeglądałem kiedyś niemiecką gazetę lekarską i natrafiłem na ogłoszenie małej firmy…
- Zna pan też niemiecki?
- No właśnie nie (śmiech)! Ale poszedłem na całość: odpowiedziałem i mnie przyjęli. Pracowałem z nimi dla NHS przez 3 lata. Nie tylko leczyłem, ale też pomagałem firmie w rekrutacji kolejnych lekarzy. W końcu postanowiłem się usamodzielnić i otworzyć własny gabinet.
- Bolało?
- Jeszcze jak! Przy rejestracji musiałem dostarczyć tłumaczenia przysięgłe całych stosów dokumentów i zrobić lub powtórzyć mnóstwo badań oraz przejść przez całą machinę biurokracji.
- Myślałem, że lekarze mają taryfę ulgową…
- Ależ skąd! Tym bardziej, że byłem jednym z pierwszych niezależnych polskich dentystów na Wyspach. Urzędnicy traktowali mnie ze szczególną ostrożnością. Na szczęście w końcu się udało. Od dwóch lat mogę zapraszać pacjentów do własnego gabinetu w Plymouth.
- Chciałbym mieć tak wygodny salon, jak pańska poczekalnia. Bardzo wygodne te sofy…
- Nic tak nie stresuje pacjentów, jak „surowa atmosfera" wielu poczekalni. Dlatego chciałem, żeby było tu chociaż trochę tak, jak w domu.
- No właśnie. Mieszka pan w Teignmouth pod Exeter. Nie męczą pana dojazdy po kilkadziesiąt kilometrów dziennie?
- Ależ skąd! To jedyne dwie godziny w ciągu dnia, kiedy mogę się zrelaksować! Codziennie dojeżdżam dwie godziny pociągiem, po drodze mogę przynajmniej trochę poczytać. Gdy wracam wieczorem do domu, kończy się relaks. Już moje dziewczyny pilnują, żebym ani chwili się nie nudził (śmiech)…
- Właśnie widziałem ich zdjęcia w poczekalni. Przyjechały razem z panem?
- Oczywiście. Żona - Kasia oraz córki - Basia i Zuzia - są tu ze mną od samego początku. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.
- Nie chcą wracać do Polski?
- Żyjemy jak większość rodaków w Anglii. W Polsce jesteśmy wszyscy przynajmniej dwa razy w roku. Poza tym rodzina odwiedza nas tutaj. W końcu to nie „zagranica" - zawsze możemy wsiąść w samolot i za kilka godzin być w domu. Ci w Stanach mają gorzej…
- Jak do pana podchodzą pacjenci brytyjscy?
- Raczej normalnie. Tu w ogóle brakuje dentystów, więc nie wybrzydzają (śmiech).
- Woli pan leczyć Polaków, czy Brytyjczyków?
- Nie ma to większego znaczenia. Wiadomo jednak, że w ojczystym języku, z osobami z podobnym „background'em", jest łatwiej pożartować, powspominać. Bardzo lubię mieć kontakt z pacjentem.
- Czy polscy dentyści dorównują poziomem wykonywanych usług stomatologom brytyjskim?
- Nie tylko. Przez lata wydawało się nam, że tu, na tak zwanym „zachodzie" wszystko jest lepsze. Tymczasem polski system edukacji oraz wiedza przekazywana lekarzom na studiach jest na bardzo wysokim poziomie. Pod tym względem nie mamy się czego wstydzić.
- Nad fotelem w gabinecie ma pan specjalny telewizor dla pacjentów. Podobno puszcza im pan „Szczęki"?
- Ależ nie (śmiech)! To tylko taki film przyrodniczy, w którym jest fragment z rekinami… Chciałby pan obejrzeć?
- Może innym razem, dziękuję - za rozmowę.
- Ależ bardzo proszę - na fotel…
Dr Rafał Topolski zaprasza do gabinetu przy 130 North Hill w poniedziałki, wtorki, czwartki i piątki w godzinach 8.30-16.00 oraz w środy w godzinach 10.00-18.00. Tel.: 01752 663239