Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2010
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
15 lipca 1410
Mirosław Wilewski
14/07/2010


Największa bitwa średniowiecza rozegrała się w Polsce. Dokładnie 600 lat temu prawie pół miliona jazdy i piechoty Rzeczpospolitej rozpędziło kilkuset tysięczną armię niemiecko-europejską. Dzisiaj rocznica ta staje się 'niepoprawna politycznie'.

Uwielbiam historie zaczynające się od słów: 'Co by było, gdyby'. Dlatego, korzystając z rocznicowej okazji, puszczam wodze fantazji i zmieniam historię. Jakie konsekwencje mogła mieć dla współczesnej Europy Bitwa pod Grunwaldem, gdyby Jagiełło był politykiem z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko litewskim kmiotkiem, któremu przez przypadek trafiła się korona Rzeczpospolitej? Zobaczmy...

Bitwa pod Grunwaldem jest wygrana. Jednakże Zakon dalej istnieje i ma się całkiem dobrze. Jagiełło - korzystając z koncentracji wojsk polsko-litewsko-rusko-tatarsko-saraceńsko-mołdawskich - idzie za ciosem i nie tylko wybija do nogi niedobitki krzyżackie i zdobywa Malbork, ale i rusza dalej, na Brandenburgię i Pomorze.

Równocześnie - część prywatnych chorągwi pod dowództwem podkomorzego krakowskiego Piotra Szafrańca z Pieskowej Skały oraz kasztelana wojnickiego Andrzeja z Tęczyna zdobywa Czechy i odbija z ich rąk utracony wcześniej Śląsk, po czym rusza na Ołomuniec. Po zdobyciu miasta odbija z powrotem na zachód, rozbijając wojska Zygmunta Luksemburskiego podążające na Małopolskę i łączy się ponownie z wojskami koronnymi pod Żaganiem. Stamtąd armia Rzeczpospolitej, wzmocnniona chorągwiami węgierskimi, podbija Saksonię, Turyngię, Hesję, dociera do Nadrenii i zajmuje Lotaryngię. Jagiełło wraca do Krakowa, ale pozostawia nad Renem blisko 500-tysięczną armię pod dowództwem Zawiszy Czarnego, którego mianuje Wielkim Księciem Renu. Tereny byłego Cesarstwa zostają lennem Polski, a przez kolejne kilka lat mają miejsce jedynie drobne potyczki z niedobitkami oddziałów habsburskich ksiażąt. Korona patrzy coraz dalej na zachód...

W lecie 1415 roku półtora tysiąca okrętów angielskich opuszcza Southampton i Portsmouth obierając kurs na wybrzeża Francji. Na ich pokładzie znajduje się - oprócz sporej armii regularnego wojska - blisko 8 tysięcy walijskich łuczników. Zaiwisza Czarny, zdając sobie sprawę ze słabości wojsk francuskich, przejmuje inicjatywę i wyrusza na spotkanie angielskich najeźdźców. Zatrzymuje jednak armię tuż przed błotami Azincourt i przegrupowuje polskie oddziały, pozostawiając Francuzom związanie walką angielskiej piechoty i jazdy. Kilka godzin później do walki z Anglikami rzuca doborowych łuczników tatarskich i saraceńskich, z którymi Anglicy nie mają najmniejszych szans. Król Anglii Karol V zostaje ranny na polu bitwy i ucieka z niedobitkami za Kanał.

Tymczasem Jagiełło, rozwiązawszy w kraju problem powstania w Akermanie, włącza na stałe Hospodarstwo Mołdawskie do Małopolski i przybywa do Azincourt, gdzie zostaje obwołany królem Francji. W ten sposób konczy się tzw. wojna stuletnia, która w rzeczywistości trwała 80 lat. Wydarzenie to opisał Wiliam Szekspir w znanym dramacie 'Zawisza Czarny'.

Eh, a mogło być tak pięknie...