Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2009
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
Dzicz ze Wschodu
Mirosław Wilewski
16/07/2009

Gdzie leży Polska? Oczywiście w Europie Środkowej. Poza tym - jak mnie zawsze uczono w szkole - kulturowo należymy do zachodniego kręgu cywilizacyjnego. Czyli do Europy Zachodniej. Jak się okazuje, nie dla wszystkich jest to jasne. W większości przypadków Polska jest określana przez wszelkiej maści ignorantów jako kraj Europy Wschodniej. Czy słusznie?

Zdarzyło mi się kiedyś oprowadzać wycieczkę rodaków po Monaco. Słońce, morze, pokaz mody, kasyno w Monte Carlo - krótko mówiąc: pełny szpan. W pewnym momencie przechodzący koło nas kilkuletni chłopiec, słysząc obco brzmiący język pyta mamusi: „- A co to za ludzie?" Mamusia z pogardą w głosie odpowiada: „- Ils sont d'un pais de l'Est." (To są ludzie ze Wschodu). Niby nic, ale jakoś zapadło mi w pamięci…

Problem tylko pozornie wydaje się nieistotny. Tymczasem w kulturze europejskiej mit o „dobrym" Zachodzie i „złym" Wschodzie jest głęboko zakorzeniony. Kulturowe podziały są tak silne, że rzucają często cień zarówno na tak zwaną wielką politykę, jak i na „mniemania ludowe" rozpowszechnione wśród przeciętnych mieszkańców Francji, Niemiec, czy Wielkiej Brytanii. Widać to wyraźnie zarówno w Parlamencie Europejskim, jak i na ulicach Lyonu, Hamburga i Manchesteru.

Symptomatyczne, iż nawet we „Władcy pierścieni" Tolkiena jest taka scena, gdy król Theoden wzywa do walki „tych dobrych" ludzi Zachodu (połączone siły Rohanu i Gondoru) przeciwko „złemu" Mordorowi, który leży - nomen omen - na wschodzie Śródziemia. Także u Orwella, w słynnej i jakże aktualnej powieści „1984" armia zachodniej Oceanii nieprzerwanie walczy z dzikimi, wschodnimi hordami Eurazji. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Tylko jak to się stało, że akurat my jesteśmy często zaliczani właśnie do „wschodnich hord", siejących grozę w mentalności „zachodnich" Europejczyków? Dla mnie takie konotacje są po prostu obraźliwe.

Szczególnie media brytyjskie podtrzymują mit o Polsce, jako kraju Europy Wschodniej. Jest to niewątpliwie pozostałość po „zimnej wojnie", kiedy to byliśmy - wbrew własnej woli - „najweselszym barakiem w obozie przyjaźni ze Związkiem Radzieckim". Teraz, na szczęście, sytuacja wróciła do normy. Pora więc zacząć reedukację naszych angielskich gospodarzy.

Po pierwsze: istnieje bardzo precyzyjny, szeroko opisany w literaturze fachowej oraz oddający rzeczywisty stan termin: Europa Środkowa. Jest to obszar kulturowo diametralnie różny od Europy Wschodniej. Językowo - używa on alfabetu łacińskiego. Religijnie - należy do strefy wpływów rzymskiego, zachodniego chrześcijaństwa. Filozoficznie - czerpie z Oświecenia, które było prądem myślowym charakterystycznym jedynie dla cywilizacji zachodnioeuropejskiej. Do regionu tego zaliczane są: Niemcy, Szwajcaria, Liechtenstein, Austria, Polska, Czechy, Słowacja i Węgry (The Columbia Encyclopedia, 2008). Towarzystwo zaiste doborowe. Szkoda tylko, że zestawienia tego nie znają Brytyjczycy i w dalszym ciągu trudno im wsadzić nas do jednego worka z Niemcami i Szwajcarami. Tym bardziej że - jak twierdzą niektóre, bynajmniej nie polskie, źródła: „Europa Środkowa to opuszczony Zachód lub miejsce, gdzie Zachód ze Wschodem ze sobą kolidują". (Cross Currents: A Yearbook of Central European Culture).

Po drugie: kultura polska zawsze należała do kręgu cywilizacji zachodniej. Mamy nie tylko ten sam kanon sztuki i literatury, ale także prawa (w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, która nigdy nie zaadaptowała prawa rzymskiego), oraz języka i religii.

Po trzecie: lansowany przez niewykształcone masy angielskie pogląd o rzekomej przynależności Polaków, Czechów, Słowaków i Węgrów do „Europy Wschodniej" ma się nijak do rzeczywistości politycznej i naukowej. Znakomita większość historyków i kulturoznawców nie ma najmniejszej wątpliwości, jeśli chodzi o klasyfikację naszego regionu. Warto wspomnieć choćby tezy największego obecnie autorytetu w dziedzinie politologii - Samuela Huntingtona (wykładowcy Uniwersytetu Harvarda, autora słynnej książki „The Clash of Civilisations?"), który wprost włącza wymienione wyżej kraje do tak zwanej Europy Zachodniej.

Wróćmy jednak do terminu „Europa Środkowa". Wydaje się, że warto przywrócić temu określeniu należne, historycznie nobilitujące znaczenie. Jakby nie patrzeć, to właśnie tu powstawały najdonioślejsze dla cywilizacji „zachodniej" idee i stąd pochodzili ich twórcy. Najwięksi współcześni naukowcy przyznają, że „kultura środkowoeuropejska jest jednym z najbogatszych źródeł talentów twórczych ostatnich stuleci" (An Introduction to Central Europe: History, Culture, and Politics, 2006 oraz
To Be (or Not To Be) Central European: 20th Century Central and Eastern European Literature, 2009). Czy w takim razie nie zasługujemy na trochę więcej szacunku?

A może by tak nasz Najjaśniejszy Rząd zajął się tą sprawą? Może warto by zacząć tworzyć profesjonalne kampanie public relations? Może by tak nasi miłościwie nam panujący politycy zaczęli uczyć się języków obcych? Przecież to oni tworzą obraz Polski wśród urzędników innych krajów. To oni są odpowiedzialni za układy, traktaty i wizerunek państwa. Tylko że to robi się w kuluarach wielkiej polityki, w rozmowach prywatnych. Trzeba nie tylko umieć porozumieć się werbalnie, ale jeszcze przydałoby się ogolić, wypastować buty i opanować instrukcję obsługi noża i widelca. Dobrze, że chociaż my wszyscy już mamy ten etap „cywilizowania" za sobą i możemy godnie i efektywnie reprezentować Polskę na tej uroczej wyspie… I nikt o nas nie powie: „dzicz ze wschodu". Prawda?...