Funt po 2 złote!
Mirosław Wilewski
27/10/2008
Jeszcze kilka tygodni temu, kiedy funt leciał na łeb, a złotówka wzmacniała się z dnia na dzień, często słyszałem od rodaków głosy dezaprobaty. Teraz, w miarę pogłebiania się światowego kryzysu gospodarczego, ci malkontenci wreszcie mają powód do względnej satysfakcji - funt zaczął drożeć. Ale czy to aby na pewno dobrze?
Wielu z nas cieszy się, że teraz w polskich kantorach za każde 100 funtów dostanie o 100 złotych więcej, niż przed dwoma miesiącami. Tylko że... jest to postawa egoistyczna, aspołeczna, antypolska i ekonomicznie zupełnie nieuzasadniona.
Po pierwsze: pamiętajmy o tym, że o ile my zarabiamy średnio tyle samo, to jednak nasze rodziny w Polsce odczują spadek wartości złotówki bardzo dotkliwie. Jeżeli ktoś w Polsce zarabiał np. 500 funtów na miesiąc (2000 złotych), to teraz zarobi o 100 funtów mniej. Czyli - jadąc na wakacje będzie musiał za nie zapłacić odpowiednio więcej. Krótko mówiąc - wzrost wartości funta oznacza jednocześnie zmniejszenie budżetu rodzinnego.
Po drugie: już przed wieloma miesiącami ceny w Polsce były porównywalne (w przeliczeniu) z cenami brytyjskimi. Tyle samo kosztował najtańszy ser, mięso, czy inne podstawowe produkty spożywcze. Artykuły gospodarcze czy elektroniczne były nawet droższe. Teraz, gdy złotówka straciła na wartości, może się okazać, że w Polsce życie jest znacznie droższe, niż w Wielkiej Brytanii. Wiadomo, co to oznacza przy dodatkowo zmiejszonych (przez wzrost wartości funta) zarobkach krajowych.
Po trzecie: pamiętajmy, że większość firm opiera swoją produkcję na imporcie. Muszą przecież kupować materiały, maszyny i półprodukty za granicą, więc płacą za nie w walutach nabywanych teraz po znacznie wyższych cenach. A to z pewnością spowoduje także wzrost cen w polskich sklepach - i to nie tylko artykułów importowanych, ale i tych produkowanych w kraju. Poza tym - firmy, które nie dysponyją kapitałem wystarczającym do zamortyzowania różnicy kursów walut, będą upadać lub - w najlepszym wypadku - redukować zatrudnienie. Czyli - znaczna część naszych krewnych i znajomych w Polsce może stracić pracę.
Podsumowując: mocny funt (czyli słaba złotówka) oznacza realny spadek płac WASZYCH rodzin w Polsce oraz stagnację gospodarczą i wzrost cen. Dlatego jeżeli ktoś cieszy się ze spadku wartości złotego, to tak, jakby cieszył się, że jego brat złamał rękę. Niezwykle etyczna postawa.
Ci, którzy planują kiedyś wrócić do Polski - sami sobie (oraz swoim rodzinom w kraju) podkładają nogę, ciesząc się z drożejącego funta. Natomiast jeśli ktoś zamierza zostać w UK dłużej lub na stałe, to czy funt kosztuje 4 złote, czy 6 złotych, nie robi mu żadnej różnicy. Owszem, bardzo miło jest podczas wizyty w Polsce poszpanować przed rodziną i znajomymi trochę większą ilością gotówki - zawsze to parę butelek wódki więcej. Ale czy aby na pewno o to właśnie chodzi?...
Najlepiej dla polskiej gospodarki byłoby, gdyby funt kosztował nawet 2 złote, a euro 2,50. Wtedy przynajmniej po wejściu do strefy wspólnej waluty (oby jak najszybciej!), średnia krajowa w Polsce wyniosłaby po konwersji ponad 1000 euro, a ludziom żyło się dostatniej. Czego wszystkim Państwu serdecznie życzę!