Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2009
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
Małpia grypa
Mirosław Wilewski
05/05/2009

W latach siedemdziesiątych wszyscy bali się czarnej wołgi. Miała ona rzekomo jeździć po wielkomiejskich osiedlach, porywając pozostawione samopas dzieci. Wiara w plotkę, czyli w tzw. „doniesienia prasowe", coraz częściej ma moc sprawczą. Nie zdziwiłbym się, gdyby szeroko reklamowany wirus grypy rozprzestrzeniał się za pomocą doniesień medialnych.

W ostatnim tygodniu słowo „pandemia" przebiło popularnością wyraz „kryzys". Media alarmują: „Ponad 100 ofiar w Meksyku!" Tak się jednak składa, że już w okolicach stycznia meksykańska prasa informowała o nowym szczepie wirusa grypy atakującym bogu ducha winną miejscową ludność. Tylko że ta „setka" jest tam liczona właśnie od stycznia, a nie - jak powtarzają środki zmasowanego przekazu - od kilku zaledwie dni. Co więcej, ofiary „nowego" wirusa H1N1 stanowią nie więcej, niż dwadzieścia procent poszkodowanych. Reszta - to ofiary zwykłych powikłań pogrypowych. Jednakże Europa pod nadzorem anglo-amerykańskich przekaziorów trąbi, jakoby wszystkim groziła totalna zagłada, ponieważ „w kilku innych krajach stwierdzono łącznie kilkanaście przypadków zarażenia 'świńską grypą'". Zaraz, zaraz... Ileż to tych homo sapiens chodzi po naszej planecie? Sześć miliardów? W takim razie nawet kilkaset potwierdzonych przypadków to już rzeczywiście apokaliptyczna pandemia...

Uwielbiam teorie spiskowe. Wnoszą one do naszego szarego życia mnóstwo kolorów, smaczków oraz zwykłej radości. Dzięki nim niektóre indywidua odnajdują sens istnienia, a przynajmniej - nowe hobby. O ile jednak historie o ataku Marsjan, planecie Nibiru czy też o rzekomym zamachu terrorystycznym na WTC można włożyć na jedną półkę razem z tekstami o czarnej wołdze, to już próby eksperymentowania „na żywo" z bronią biologiczną muszą budzić uzasadniony niepokój. Bo właśnie z takim eksperymentem - tyle że tym razem raczej z dziedziny „public relations" - mamy moim zdaniem do czynienia.

Wyobraźmy sobie sytuację z powieści „political fiction": zakulisowy rząd planuje wprowadzenie „nowego porządku świata". W tym celu najpierw wywołuje kryzys ekonomiczny, który rozprzestrzenia się na pozostałe państwa rozwinięte, połączone ze sobą gospodarczo. Gwałtownie rośnie bezrobocie, co grozi niespotykaną dotychczas falą społecznych protestów. Ale to trochę niewystarczający powód do spacyfikowania kilkuset milionów ludzi. Dlatego też rozpowszechnia się informację o rzekomym zagrożeniu dla całej ludzkości - nadciąga groźny wirus! Pod pretekstem ochrony ludności tworzy się kordony sanitarne, a tych „niezarażonych" - dla ich własnego dobra - zamyka się w zamkniętych strefach oraz wszczepia im specjalne mikrochipy umożliwiające pełną inwigilację...

Ech, te bajki... Przecież zupełnie nieprawdopodobny jest scenariusz, w którym USA wysyła do Meksyku oddziały Gwardii Narodowej, które mają pomóc sąsiadom w opanowaniu epidemii. Oddzielić niewygod... o, pardon... niezdrowych od zdrowej „masy robotników", zapewniając tym ostatnim pracę - wprawdzie za stawki pozwalające na skromne, ale jednak przeżycie. Potem nadchodzi czas na uratowanie Europy...

Na szczęście to tylko literatura. Wytwory chorej, pogrypowej wyobraźni. Broń boże nie należy sprawdzać autentyczności przytoczonych bajek i wpisywać w internetowe wyszukiwarki takich haseł, jak „zeigeist", „endgame", „rfid" (to o mikrochipach), „london mind the gap", „obama deception", „bilderberg", itp. A już tym bardziej z rozszerzeniem „pl", ponieważ takowe wersje z pewnością nie istnieją... Przecież to wszystko tylko plotki, medialne manipulacje i woda na młyn przeróżnej maści wywrotowców.

Jeśli jednak ktoś chciałby dać wiarę najróżniejszym teoriom spiskowym, tudzież przepowiedniom, to są one - we wszystkich wersjach - nadzwyczaj pomyślne dla Polski. Oto ich racjonalna kompilacja:

Dla większości przedstawicieli społeczeństw „zachodnich", taki kraj jak Polska praktycznie nie istnieje. To znaczy jest twór polityczny o tej nazwie, gdzieś pomiędzy Chinami a Kenią, w którym panuje nieopisana anarchia, a ludzie żyją w ziemiankach, żywiąc się jagodami i grzybami. Najpopularniejsza opinia o Polsce i Polakach da się streścić następująco: „Najbardziej inteligentni przedstawiciele tego narodu uciekli przed epoką kamienia łupanego do Wielkiej Brytanii i innych krajów 'zachodu', gdzie pracują jako budowlańcy, sprzątaczki lub budowlańcy. Tak naprawdę, to są oni niegroźni, więc należy ich zostawić w spokoju, bo sami się wykończą idiotycznymi przepychankami politycznymi, co udowodnili na przestrzeni ostatnich kilkuset lat. Wprawdzie już 7 czerwca także u nich odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, ale nie należy tego faktu przeceniać. Ze względu na małą świadomość polityczną, ten prymitywny lud albo do wyborów nie pójdzie wcale, albo zagłosuje na jakichś małych wzrostem i rozumem kretynów. Dlatego można Polaków spokojnie pominąć w planach politycznych na najbliższe lata."

Tak właśnie wyglądają objawy małpiej grypy... Nie wiem, gdzie to złapałem, ale chyba najwyższa pora udać się na skuteczną, aczkolwiek przyjemną kurację. Na zdrowie!