Patriotyzm
Mirosław Wilewski
11/11/2008
Jedenasty listopada jest obchodzony w wielu krajach bardzo uroczyście. W Wielkiej Brytanii to przede wszystkim 'Remembrance Day' - dzień ku czci poległych w I Wojnie Światowej oraz wszelkich kolejnych rzeziach, jakie ludzkość funduje sobie co jakiś czas na własne życzenie. Dla Polski to tzw. rocznica odzyskania niepodległości. Jednak nie obawiajcie się - w tym artykule 'bogoojczyźnianego kombatanctwa' nie będzie...
Od 'małego' zastanawiam się, co to znaczy być patriotą. Przez lata karmiono mnie hasłami w stylu 'ojczyznę kochać trzeba i szanować', jak mówi tekst słynnej piosenki zespołu T-Love. Problem w tym, że tu pojawia się dziecinnie proste pytanie: ale o co tak naprawdę chodzi?
Za jednego z głównych polskich 'bohaterów narodowych' uchodzi niejaki Reytan, którego imię noszą szkoły, przedszkola i żłobki. Jak głosi oficjalna wersja - ten 'poseł' na Sejm brawurowo zaprotestował przeciwko rozbiorom Polski, po pijanemu zdzierając z siebie przepoconą koszulę w drzwiach parlamentu, krzycząc czystą polszczyzną: veto! Tym samym osobnik ten nie tylko postawił się 'wrogim elementom', ale i wspomógł rodzimy przemysł włókienniczy. No bo przecież musiał kupić nową koszulę...
Ale wróćmy do współczesności. Rok 2008, jesień. Pada. W Brukseli dość istotna, rządowa konferencja robocza UE, na której uzgadniane mają być ważne między innymi dla Polski szczegóły polityczne i finansowe Kontynentu. A tu nagle... PO (pełniący obowiązki - przyp. red.) prezydenta Polski olbrzym o nazwisku Kaczyński porywa samolot i zasuwa do Brukseli, wpada na salę obrad, obślinia zaskoczonego Sarkozy'ego, klepie po plecach premiera oraz podsiada ministrów finansów i spraw zagranicznych przy stole obrad. Następnie po paru darmowych drinkach wychodzi na korytarz i bełkocze do dziennikarzy o swoim 'sukcesie'. W ten sposób pokazał, że Polska jest najlepsza w Europie jeśli chodzi o zapewnienie oprawy artystycznej nawet najnudniejszego spotkania politycznego... Osobiście wolałbym w tej roli laureatów programu 'Mam talent'. Oni przynajmniej jakoś wyglądają i coś potrafią...
Już za cztery lata Polska ma szansę zorganizować Euro 2012. W tym celu musimy jednak przygotować trochę drobiazgów: stadiony, hotele, autostrady... Takie tam, nieistotne szczegóły. Podobno możemy liczyć na pomoc pracowników z Chin. Wiadomo - tanio, szybko i solidnie. A co?! Sami nie potrafimy?!
Od czasu do czasu uczę polskiego w szkole językowej w Plymouth. W ramach kursu przedstawiam studentom prezentację o Polakach i polskich wynalazkach znanych na świecie. Od technologii rakietowej i Enigmy, poprzez pojazdy księżycowe używane w misjach Apollo, aż po odkrycia układów planetarnych Wolszczana. Jeden z moich uczniów, Mike (pozdrawiam!), niezwykle sympatyczny, inteligentny i doskonale wykształcony prawnik , zapytał mnie kiedyś: 'Jak to jest, że wy, Polacy, robicie tak wspaniałe rzeczy dopiero, jak wyjedziecie z Polski, natomiast u siebie macie wzorcowy bałagan, kłótnie i zawiść o duperele?'
No właśnie. Jesteśmy najbardziej kłótliwymi, nieufnymi wobec siebie, niezorganizowanymi i zawistnymi ludźmi na świecie. Już Norwid pisał: 'Polacy to naród wielki, ale społeczeństwo żadne'. Czy to naprawdę taki wielki problem zbudować autostrady, stworzyć wydajny system gospodarczo-polityczny i przede wszystkim - zacząć współpracować ze sobą oraz najzwyczajniej posprzątać we własnym kraju? A przede wszystkim - przestańmy obwiniać mitycznych 'innych' o nasze własne nieudacznictwo! Weźmy się wreszcie do roboty, nie wymyślając sztucznych i absurdalnych problemów w stylu 'bo na pewno ktoś na tym zarobi więcej ode mnie'. A niech zarobi! Skorzystają na tym wszyscy! Ale przynajmniej pokażemy, że potrafimy osiągnąć w swoim kraju to, co w innych państwach europejskich jest normą od stuleci. A co najważniejsze - pokażemy to samym sobie!
Zacznijmy od własnego, prywatnego podwórka, od najmniejszych, codziennych spraw. Niech słowo 'Polak' przestanie być synonimem nijakości, chamstwa i kiczu, a stanie się komplementem...
I to właśnie nazywam patriotyzmem.