Po co nam języki obce?
Mirosław Wilewski
22/02/2008
Brytyjski poziom edukacji, szczególnie humanistycznej, dosłownie powala z nóg. Skutki braku ogólnego wykształcenia widać na każdym kroku. Teraz brytyjskie władze postanowiły wychować kolejne pokolenie jeszcze większych geniuszy: ze szkół średnich zostaną wycofane egzaminy ustne z języków obcych... jako zbyt stresujące dla uczniów!
Zarówno sam pomysł, jak i jego argumentacja nie wymagają komentarza, gdyż same w sobie są wystarczająco dowcipne. Ważny natomiast wydaje się szerszy kontekst tego zjawiska, a mianowicie stosunek Brytyjczyków do 'wszystkiego, co obce', w tym szczególnie do obcych języków i kultur.
Znajomość języka angielskiego jest powszechna w cywilizowanym świecie. To język, którym na poziomie funkcjonalnym posługuje się kilkaset milionów ludzi. Wcześniej tę rolę pełniła w Europie łacina, francuski, a nawet - w naszej części kontynentu - polski. O ile jednak były one językami elit, to angielski jest językiem - delikatnie mówiąc - egalitarnym. To przede wszystkim język handlu. Nawet nie znając go w stopniu biegłym, można za jego pomocą dokonywać wszelkich transakcji finansowych. Poza tym, ze względu na dziecinnie prostą gramatykę, jest on niezwykle łatwy do nauczenia. Przy odrobinie wysiłku i dobrej woli może go opanować praktycznie każdy, bez względu na pochodzenie kulturowe. Stąd bierze się jego popularność na całym świecie.
Wielokrotnie słyszałem z ust Anglików zdanie: 'Po co mam się uczyć języków obcych, skoro i tak wszędzie porozumiem się po angielsku?'. Niestety, takie wypowiedzi potwierdzają tylko opinię o Brytyjczykach, jako o przeświadczonych o własnej wyższości ignorantach. A przecież bez nauki choćby podstaw języka nie ma mowy o poznaniu i zrozumieniu ludzi pochodzących z innych krajów, narodów czy kultur. Jednakże autochtoni nie są najwyraźniej zainteresowani taką wiedzą. Dla nich Wielka Brytania to centrum wszechświata. Reszta to busz, który można co najwyżej skolonizować, złupić lub sprowadzić z niego tanią się roboczą.
Pewne starsze małżeństwo kupiło kiedyś dom w małej, typowej hiszpańskiej wiosce. Po jakimś czasie wrócili jednak do Anglii. Znajomi dziwili się: '- Ależ dlaczego wróciliście? Klimat wam nie odpowiadał?' Na to starsi państwo z całą powagą odpowiadali: '- Tam się nie dało mieszkać! Wyobraźcie sobie, że miejscowa ludność nie mówiła po angielsku! Nie szło się z nimi dogadać! Skandal!'
To, niestety, prawdziwa historia...
Więc przynajmniej my - Europejczycy z Polski - nie róbmy 'skandalu' i uczmy się języków obcych. Na przykład angielskiego. Z pewnością przyda się, choćby w codziennych sytuacjach. Pamiętajcie jednak przy tym, że 'na salonach' dalej mówi się po głównie po francusku. Ale najmodniejszy jest hiszpański...