Przygoda na Barbicanie
Joanna
04/06/2008
Witam wszystkich Czytelników z naszego polskiego Plymouth. Chciałabym podzielić się z Wami moją śmieszną historią, która przydarzyła mi się jakiś czas temu.
W pewne słoneczne niedzielne przedpołudnie wybrałam się z aparatem fotograficznym w najpiękniejszy zakątek naszego miasta - na Barbican. Idąc spokojnym krokiem do celu, wstąpiłam do niewielkiego sklepiku na jednej z uliczek przed Barbicanem. Sprzedają tam ubrania, książki, płyty i tego typu drobiazgi - takie mydło i powidło.
Gdy weszłam do sklepu, nie było w nim nikogo poza mną i sprzedawczynią, która pochłonięta była szyciem jakiegoś ubrania w małej wnęce sklepu. Wybrałam kilka ciekawych ciuszków i poinformowałam ekspedientkę, że udaje sie z nimi do przymierzalni. Ubrania były jak dla mnie dość ciekawe, więc - jak przystało na kobietkę - spędziłam w przymierzalni sporo czasu. Gdy, zadowolona z wyboru, odsłoniłam kotarę i znalazłam się w środku sklepu, nie zauważyłam nigdzie kobiety, która tam sprzedawała. Weszłam w głąb wnęki, gdzie jeszcze przed chwilą ją widziałam, ale tam również jej nie było. Zawołałam więc "czy jest tu ktoś? " ale niestety bez żadnego skutku, nikt się nie odezwał. Odłożyłam ubrania na miejsce i skierowałam się do wyjścia.
I w tym momencie nastąpił szok. Okazało się, że sklep jest zamknięty, a ja jestem w samym jego środku. Na początku oczywiście chwilkę siłowałam się z drzwiami, myśląc, że się po prostu zacięły lub coś w tym sensie. Niestety. Gdy dotarło do mnie w końcu po paru minutach, że jestem uwięziona, moją reakcją był śmiech. Wydaje mi się, że każdy z nas kiedyś, a tym bardziej kobiety, wyobrażał sobie jakby to fajnie byłoby być zamkniętym w naszym ulubionym sklepie i robić tam wszystko czego tylko dusza zapragnie. Co prawda nie był to jeden z moich ulubionych sklepów no ale poczułam chociaż namiastkę tego uczucia.
Po dokładnym przeszukaniu wszystkich zakamarków, nie znalazłam nigdzie wyjścia ani co gorsza telefonu ( bo dodać muszę, że jeszcze bardziej rozbawiło mnie gdy zorientowałam się, że zapomniałam zabrać swoja komórkę :) ) Minęło kilkanaście minut, więc pomyślałam sobie no cóż, skoro już tak się stało skorzystam z okazji. Tak więc przymierzyłam chyba wszystkie ubrania jakie tylko były w sklepie, obejrzałam dokładnie płyty, książki itp. Zajęło mi to ok. godzinki, a sytuacja się nie zmieniała, poza tym, że zauważyłam kilka osób które próbowały wejść do sklepu (ponieważ były to godziny, w których sklep normalnie powinien być otwarty). Podeszłam do dużych szklanych drzwi i przez dzielącą nas szybę powiedziałam im, o co chodzi, z nadzieją, że jakoś zareagują i mi pomogą. No ale cóż jak to Anglicy, beztroscy i wyluzowani, zaczęli się po prostu śmiać, po czym stwierdzili "don't worry everything will be ok" i udali się wielce rozbawieni na swój niedzielny spacer.
Usiadłam sobie na podłodze sklepu i do głowy wpadła mi myśl, że to pewnie jakaś ukryta kamera, i za parę dni obejrzę siebie w jakimś angielskim kanale tv. Siedziałam tak sobie jeszcze przez dobrą godzinkę na podłodze angielskiego sklepiku, słuchając mp3 i śmiejąc się sama z siebie i z sytuacji. Postanowiłam czekać, no i się w końcu doczekałam. Po ponad dwóch godzinach zjawiła się moja "pani sklepowa". Otworzyła drzwi, weszła do środka i zrobiła wielkie oczy. Komizm sytuacji wziął górę w momencie gdy okazało się, że ta kobieta mnie nie pamięta. Zdenerwowana na pewno bardziej niż ja i lekko wystraszona, zaczęła oskarżać mnie o to że sie włamałam. Pomyślałam sobie, no pięknie zaraz się pewnie będę jeszcze użerać z policją. Po 20 minutach przekonywania i przypominania jej siebie, w końcu sobie odpuściła. Kupiłam jeszcze tylko kilka drobiazgów które udało mi się wypatrzyć podczas mojej "odsiadki" w sklepie, po czym w końcu udało mi się wyjść na zewnątrz. Nie usłyszałam słowa przepraszam, ale szczególnie mi na tym nie zależało. Chciałam wyjść z tego sklepu i udać się do domu. Byłam po prostu bardzo głodna.Jeśli mogę coś Wam doradzić po swoich doświadczeniach, to chyba tyle, aby zawsze sprawdzać czy mamy ze sobą telefon, no i może nie udawać się do przymierzalni angielskich sklepów, jeśli jesteście sam na sam tylko ze sprzedawcą :)
Pozdrawiam serdecznie -
Shangrilanka.