Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2008
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
Rude górą!
Mirosław Wilewski
30/05/2006

Wiewiórka jaka jest, każdy widzi. To przesympatyczne zwierzątko znają nie tylko wszystkie dzieci, ale i poważniejsi obywatele cywilizowanych krajów europejskich. Niektórzy znają ją jednak jeszcze bliżej. Organoleptycznie.

Pete Dunway prowadzi sklep spożywczy w Kornwalii. Wśród oferowanego przez niego asortymentu największym powodzeniem cieszy się dziczyzna. Skąd w Kornwalii jelenie albo odyńce? Nie ma ani jednego. Pod dostatkiem jest jednak właśnie... wiewiórek! - Wczoraj miejscowi przynieśli mi sześćdziesiąt sztuk. Do zamknięcia sprzedałem wszystkie! - z zadowoleniem twierdzi właściciel sklepu. Anglicy, słynący w świecie z niesłychanie wyrafinowanego gustu kulinarnego (to taki
joke), znaleźli sobie nowy przysmak.

I - jak to oni -  potrafili do tego dorobić odpowiednią filozofię. Gdybym nie słyszał na własne uszy, to bym nie uwierzył: według urzędników, masowe polowania na wiewiórki odbywają się w trosce o ochronę środowiska! A konkretnie w celu... ochrony populacji rodzimych wiewiórek europejskich! Bo warto wiedzieć, iż angielscy smakosze szczególnie upodobali sobie szare wiewiórki amerykańskie, przywiezione na Stary Kontynent ileś-tam lat temu. Teraz te dzikie jankeskie potwory stanowią ponoć najpoważniejsze zagrożenie dla kochanych, 'kontynentalnych' rudzielców. I to właśnie ci wstrętni, szarzy 'amerykańscy najeźdźcy' powoli stają się nieodłącznym składnikiem brytyjskiego - przepraszam za wyrażenie - menu.

Przypomniała mi się niezwykła powieść dla dzieci pod tytułem "W pustyni i w puszczy". W książce tej jedną z ciekawszych postaci był niejaki Kali - czarny służący Stasia i Nel. Tenże Kali, zapytany o definicję zła, odpowiedział słusznie: "Zło jest wtedy, jak Kalemu ktoś ukraść krowę". Pytający drążył jednak temat i podchwytliwie zapytał, czym w takim razie jest dobro. "Dobro jest wtedy, kiedy Kali ukraść komuś krowę" - odpowiedział mały afrykański filozof.


A podobno to ci okropni Polacy zjadają łabędzie... Osobiście polecam jednak wiewiórki. Najlepiej amerykańskie. Szare. Najlepsze są ponoć w sosie orzechowym. Dodatkowym atutem jest fakt, iż jeśli dowolny świadek potwierdzi w Home Office fakt spożycia przez nas szarego gada, paszport brytyjski w trybie przyspieszonym murowany... Smacznego!