Sprawa urzędowa
Mirosław Wilewski
15/05/2009
Kiedy w XIX wieku Brytyjczycy kolonizowali Melanezję, miejscowy lud natychmiast zafascynował się relatywną zamożnością nowych, białych szefów. Szamani zauważyli, że każdy bogaty Anglik ma biurko, a na nim całe stosy białych kartek. Doszli więc do wniosku, że to właśnie te artefakty są źródłem bogactwa kolonizatorów. Nakazali więc swoim ludziom załatwić kilka stołów oraz mnóstwo kartek, po czym - naśladując ruchy urzędników - zaczęli przekładać papierki z jednej kupki na drugą. Niestety, Melanezyjczycy nie stali się od tego bogatsi. Biurokracja nie zadziałała.
Ostatnio wpadły mi w ręce wynurzenia Polaków odpowiadających na pytanie dziennikarzy: „Co się wam w Wielkiej Brytanii podoba najbardziej?" Wszyscy zgodnie wymieniają kilka zalet kraju gospodarzy, najbardziej jednak chwaląc „doskonałe działanie miejscowych urzędów". Faktycznie - można odnieść wrażenie, że nie ma nic prostszego, niż załatwienie na Wyspach dowolnej sprawy formalnej. Jeśli nawet nasz angielski nie jest doskonały, wszystko i tak zrobi za nas szybko i sprawnie taka miła pani w okienku. Ot, przeciwieństwo Polski, gdzie „nic się nie da, jak się nie da". Wystarczy tylko podpisać, o, tu, i... załatwione! Jeden z uczestników wywiadu stwierdził nawet romantycznie, iż „w Polsce się żyje szczęśliwiej, za to w Anglii - lepiej". Gdyby to nie była prawda, to z pewnością liczba mieszkających tu Polaków byłaby znacznie mniejsza...
Brytyjska biurokracja wydaje nam się bajką. Jednakże dzieje się tak tylko dlatego, że najczęściej mamy do czynienia z załatwianiem jedynie spraw podstawowych, takich jak numer ubezpieczenia albo WRS. Ponieważ Anglikom zależy na zebraniu wszelkich danych osobowych oraz na wpisaniu wszystkich Polaków „do inwentarza", załatwią to za nas we własnym interesie. Trochę więcej zachodu jest już przy staraniach o jakiekolwiek „benefity", co doskonale wiedzą na przykład wszyscy rodzice lub osoby ubiegające się o mieszkania socjalne. Wtedy dosyłanie dokumentów może trwać miesiącami, a przez niekompetencję panującą w tutejszych urzędach wielu rezygnuje ze sfinalizowania rozpoczętych spraw. Często można wtedy odnieść wrażenie, że „miłe panie z okienka" celowo starają się zniechęcić petentów (sic!) do ubiegania się o należne im zasiłki i udzielają aplikantom niespójnych informacji lub po prostu przekładają dokumenty z biurka na biurko. Krótko mówiąc: zaczyna się „melanezja"...
Pewien mój znajomy, który mieszka w Anglii już od wielu lat, postanowił postarać się o tak zwany certificate of residency. Procedura dla obywateli UE jest prosta. Są tylko dwa różne formularze: jeden dla pracowników kontraktowych oraz inny dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Ponieważ człowiek ten był w danym roku zarówno pracownikiem kontraktowym, jak i prowadził własną firmę, miał dylemat, który z formularzy (oba są dostępne w Internecie) wypełnić. Napisał więc do urzędu e-mail o następującej treści:
„Jestem obywatelem UE, od wielu lat prowadzę w UK zarówno własną firmę, jak i jestem zatrudniony na kontrakcie przez inne przedsiębiorstwo. Który formularz powinienem wypełnić?"
Po jakimś czasie nadeszła odpowiedź:
„Osoby spoza UE przyjeżdżające do UK z zamiarem podjęcia studiów powinny załatwić formalności jeszcze przed przyjazdem."
Facet trochę się zagotował, ale napisał jeszcze jeden e-mail, tym razem szczegółowo wyjaśniając swoją sytuację urzędnikowi, jak dziecku:
„Jestem obywatelem UE. Pracuję tu od 2005 roku. Równocześnie prowadzę w UK także działalność gospodarczą. Na waszej stronie internetowej są DWA formularze: jeden dla pracowników, a drugi dla osób samozatrudnionych. Który z tych formularzy mam wypełnić: formularz EEA1 czy EEA2, bo wydrukowałem sobie oba?"...
Urząd brytyjski kompetentnie i pomocnie odpisał:
„Serdecznie przepraszamy za uprzednie niezrozumienie pańskiego zapytania. W pańskim przypadku, jako uchodźcy, formularze EEA nie mają zastosowania. Prosimy o informację, co dokładnie napisane jest na pańskiej wizie wjazdowej do UK. Alternatywnie prosimy o kontakt telefoniczny."...
Życzę miłego załatwiania spraw w urzędach brytyjskich, gdzie wszyscy są uśmiechnięci oraz na każdym kroku wyrażają chęć pomocy. Panie za biurkiem nie malują paznokci, a wokół panuje idealny porządek. Bo przecież UK to kraj doskonały, w którym po prostu żyje się lepiej. Ja natomiast lecę poprzekładać trochę papierów...