Gdzie jedzie Polak na wakacje? Oczywiście do Polski! Przecież musimy odwiedzić rodzinę, napić się ze znajomymi i przede wszystkim - pozałatwiać niezwykle ważne sprawy. Do Polski nie jeździ się w celach turystycznych. Nie warto, ponieważ nie mamy nic ciekawego do zaoferowania. Poza tym - morze zimne, drogi beznadziejne, pociągi brudne, hoteli i porządnych pubów jak na lekarstwo, obsługa za ladą chamska... Krótko mówiąc: zadupie. Nie ma to jak Kanary, słoneczna Italia, południowa Francja oraz inne wspaniałe miejsca, doskonale znane i reklamowane w katalogach międzynarodowych biur podróży.
Hiszpania rzeczywiście ma swój urok. I słońce. To główny napęd hiszpańskiej turystyki. Do tego kraj ten ma doskonałą sieć dróg (zbudowaną jeszcze przez Franco) oraz ogromną bazę hotelową. Atmosfera sjesty w połączeniu z hiszpańskim temperamentem oraz wyśmienitym winem to mieszanka naprawdę przywracająca chęci do życia. Ludzie są niezwykle otwarci i radośni, a mentalność mają podobną do naszej. Nic, tylko grzać cztery litery w niezliczonych kurortach. Chyba, że leje. To nie żart. Największe ulewy, i to kilkutygodniowe, przeżyłem właśnie w Hiszpanii. Ale i tak uwielbiam ten kraj.
Francuska Riviera (ciągnąca się od St. Tropez do Nicei, i dalej, aż do Monaco) to jedno z najsłynniejszych miejsc na świecie. Tropikalny klimat połączony z przepychem działa na zmysły. To właśnie tam mają swoje wille najbogatsi artyści i politycy oraz paru bossów ruskiej mafii. Sama Nicea, założona jeszcze przez Greków, to przepiękna śródziemnomorska metropolia, położona nad Zatoką Aniołów na niesamowitym Lazurowym Wybrzeżu. Najtańszy pokój w słynnym nicejskim hotelu Negresco kosztuje poza sezonem 300 euro za noc. Polecam gorąco.
Włochy to przede wszystkim architektura, sztuka oraz - co za tym idzie - najpiękniejszy bałagan na świecie. Mieszkańcy są tacy sami, jak my, tyle że głośniej mówią i więcej gestykulują. Turyści ze wszystkich kontynentów ciągną przez cały rok do Rzymu, Wenecji i Florencji, aby zrobić sobie zdjęcia w miejscach, które są symbolami europejskiej kultury. Colosseum - pstryk! Piazza San Marco - pstryk! Florenckie Uffizi - pstryk! I już można poczuć się cenionym znawcą sztuki. A kelnerzy w okolicznych pizzeriach leniwie ziewają, czekając na kolejnych amatorów „prawdziwej włoskiej kuchni". Jednakże bez względu na wszystko - tam po prostu warto być...
Czy warto wobec tego jechać na wakacje do Polski? Co możemy zaproponować zaprawionym w bojach i wymagającym turystom z całego świata? Co możemy zaoferować samym sobie? Od pokoleń jesteśmy zapatrzeni na innych, bo przecież „u nas to tylko pola, brud i wiocha". Tymczasem prawda jest taka, że moglibyśmy być turystyczną potęgą, konkurującą bez kompleksów z uznanymi potentatami z branży. Tak się składa, że wiele „słynnych" atrakcji światowych zrobiło karierę nie tylko na swojej „wyjątkowości", ale przede wszystkim na doskonałym marketingu. Proszę mi wybaczyć dosadne wyrażenie, ale często zdarza się tak, że najlepiej sprzedaje się „gówno opakowane w złoto". Tak też jest w przypadku tzw. atrakcyjności niektórych krajów (że nie wymienię nazwy jednego z nam „najbliższych"). Polska ma za to mnóstwo „złotych" atrakcji, ale opakowanie - gówniane...
Czym się możemy pochwalić na świecie? Bez żadnych kompleksów? Jest tego naprawdę sporo. Wymienię tylko pozycje „sztandarowe", chociaż nie zawsze opisywane w ten sposób: Kraków - jako jeden z najpiękniejszych na świecie kompleksów średniowieczno-renesansowych, z doskonałą komunikacją miejską (Londyn do tej pory próbuje wprowadzić krakowskie rozwiązania), siecią pubów gęstszą niż paryska, celtyckimi budowlami (kopce) oraz najlepszą w Polsce bazą hotelową; Wieliczka - kopalnia soli z podziemnymi salami i korytarzami oraz jedynym na świecie „leczniczym", podziemnym (-200 m) boiskiem do koszykówki; Krynica Zdrój - sanatorium ze złożami wód mineralnych o takim nasyceniu mikroelementami, przy których najpopularniejsza w Europie francuska woda Evian to szkodliwa „kranówa" powodująca co najwyżej pryszcze; Pieniny - z których widok o wschodzie słońca może być bezpłatną scenerią do wysokobudżetowych filmów science-fiction; Bieszczady - których zdjęcia Anglicy biorą za fotki ze szkockiego Highlands, znanego na całym świecie; Jura Krakowsko-Częstochowska - znacznie atrakcyjniejsza i lepiej dostępna, niż przereklamowana (a jednak odwiedzana przez miliony ludzi) Jura Szwajcarska... Oraz setki innych miejsc, których wymienienie zajęłoby kilkanaście stron druku.
Dlaczego w takim razie ludzie z całego świata nie walą do nas drzwiami i oknami? To proste: bo nie potrafimy się zareklamować, nasi spece od turystyki nie mają pojęcia o marketingu i potrzebach turystów, a lokalni włodarze zajmują się martyrologią oraz biciem piany. Na szczęście popularności nie zdobywa się decyzjami nieudolnych i niekompetentnych urzędników. Są - także w Polsce - tysiące ludzi, którzy potrafią myśleć i działać. To dzięki nim w internetowym konkursie na „siedem nowych cudów świata" mogliśmy zaistnieć. Wydaje się to niewiarygodne, ale w ostatnich rankingach atrakcyjności turystycznej (w swojej kategorii) Mazury zajmują 2-gie miejsce na świecie, a Białowieża - czwarte. A może być jeszcze lepiej. Wszystko zależy od Was i od Waszych głosów: http://www.new7wonders.com/nature/en/liveranking/
A może macie własne propozycje ciekawych miejsc do odwiedzenia w Polsce?