Copyright © Miroslaw Wilewski 2007-2009
Aquus Media, Plymouth, United Kingdom
Żegnaj szkoło!
Mirosław Wilewski
05/04/2009

W brytyjskich szkołach zarejestrowanych jest już ponad 200 tysięcy polskich dzieci. Wszystkie mają szanse zdobyć angielskie świadectwa, otwierające drzwi do uczelni całego świata. Czy jednak tutejszy program nauczania rzeczywiście otwiera umysły i daje absolwentom rzetelną wiedzę? Ministerstwo Edukacji najwyraźniej uważa, że nie, i planuje wprowadzić od nowego roku szkolnego wiele innowacji na skalę światową.

Ileż to razy narzekaliśmy na przeładowanie materiału w szkołach, na wpajanie dzieciom nikomu niepotrzebnych informacji, czy też encyklopedycznych haseł. Brytyjczycy postanowili prekursorsko wyjść naprzeciw naszym ówczesnym postulatom: już niedługo z angielskich szkół zniknie... historia. No bo po jasną cholerę komuś wiedza o Cesarstwie Rzymskim, Karolingach, Burbonach, Jagiellonach, Cromwellach, Wiktoriach, Churchillach, Hitlerach, czy innych szaleńcach? Zaśmiecanie mózgu. Zamiast tego autorzy nowego programu proponują... naukę pisania bloga oraz korzystania z Wikipedii.

Uniwersytet w Wielkiej Brytanii. Zajęcia z mediów na kierunku stosunki międzynarodowe. Wykładowca pyta przyszłą elitę narodu: „Czy ktoś wie, co to jest semiotyka?" Oczywiście - las rąk... „Nie wiecie? Nie szkodzi, ja też tylko tak mniej więcej..." Kilka tygodni temu The Guardian doniósł, że Gordon Brown - w ramach walki z recesją na rynku pracy - zamierza umożliwić szerokim rzeszom społeczeństwa zdobycie kwalifikacji nauczyciela w sześć miesięcy. Matura nie jest wymagana. Czy ktoś z Państwa szuka może pracy za 30 tysięcy funtów rocznie? Na początek oczywiście.

Kilkanaście miesięcy temu (to już historia...) brytyjską prasę obiegła informacja o polskim 16-latku, który wrócił z Newcastle do swojej dawnej szkoły, ponieważ - jak stwierdził - angielska edukacja produkuje tylko idiotów. Artykuł na ten temat, opublikowany w brytyjskiej prasie, miał więcej komentarzy, niż 'sprawa McCann'ów'. Oto jeden z nich, autorstwa bynajmniej nie złośliwego Polaka, ale rodowitego Brytyjczyka: „Nie jestem zaskoczony! Gdy brytyjskie dzieci wyjeżdżają do Australii, są automatycznie cofane w szkole o rok! [...] Teraz szkołę, a nawet uniwersytet, kończą osoby, które nie potrafią sklecić prostego listu ani liczyć. Jak wcześniej cywilizacja grecka czy rzymska, teraz Wielka Brytania stacza się ze światowej czołówki do trzeciego świata." Czyżby więc polski system oświaty był o wiele lepszy, niż brytyjski? Według wielu Brytyjczyków, szczególnie tych starszej daty i dobrze wykształconych - tak. Ale oni jeszcze nie słyszeli o naszej ostatniej reformie.

Rozmawia dwóch dżentelmenów na ulicy: „- Widział pan tę wczorajszą katastrofę?" „- Katastrofę?! Panie! Przed wojną - to były katastrofy!" Tak już jest, że mamy tendencje do idealizowania przeszłości. Podobnie patrzymy teraz na naszą „starą" maturę oraz cały system szkolnictwa. Kiedyś absolwent nawet podrzędnego liceum był wykwalifikowanym nauczycielem i znającym języki obce wszechstronnie wykształconym intelektualistą. I komu to przeszkadzało?...

Wróćmy do angielskiej reformy „historycznej". Mary Bousted, sekretarz generalna Stowarzyszenia Nauczycieli i Wykładowców, tak skomentowała ten pomysł: „To są znacznie rozsądniejsze programy nauczania. Jesteśmy zadowoleni, że nauczyciele będą mogli być znacznie bardziej elastyczni w zaspokajaniu potrzeb edukacyjnych uczniów. Dzieci muszą podchodzić do nauki entuzjastycznie, tak by mogły zdobywać umiejętności, które przydadzą im się w dalszym życiu." Łebska baba. Ma sto procent racji. Dotychczasowa, konkretna wiedza - szczególnie historyczna - nie jest do życia potrzebna. Wcale bynajmniej nie rozwija. Przecież każdy wie, że cywilizację europejską zbudowali analfabeci, jak Da Vinci, Eiffel, Szekspir, Tesla, Monet i tym podobne indywidua.

A gdyby tak to same dzieci układały programy szkolne? Skoro już w zeszłym roku z angielskich szkół wycofano egzaminy ustne z języków obcych jako „zbyt stresujące"... Szkoła to przecież jedynie miejsce spotkań towarzyskich, takie przedszkole dla nastolatków. Widzę idealny plan lekcji: parzenie herbaty, kolorowanki, oglądanie telewizji i taniec na rurze. To wystarczy. Skoro w Wielkiej Brytanii na medycynie nie ma biologii, a na kierunkach inżynieryjnych - matematyki, historia w szkołach jest tym bardziej absolutnie zbędna. Dzięki wyeliminowaniu tego przedmiotu, już w następnym pokoleniu będzie można dowolnie manipulować informacjami przekazywanymi masom pracowniczym. Głupim społeczeństwem łatwiej rządzić. „Kto kontroluje przeszłość - ten kontroluje teraźniejszość, kto kontroluje teraźniejszość - ten kontroluje przyszłość." Czy ktoś pamięta nazwisko autora tego aforyzmu? Miłych wakacji
!